Zakończyliśmy cykl 10 spotkań Terenowego Treningu Umiejętności Społecznych w wiosennej edycji AD 2026. Uśmiechamy się na samo wspomnienie zajęć w pasiece Pasieka „Uśmiechnij Się” i gospodarstwie w Grajowie prowadzonym przez Anna Kmiecik. Nawet ukuliśmy powiedzonko, że w GRAJowie to mieliśmy istny raj. Rozległa przestrzeń, zieleń, zwierzęta – na każdym kroku napotykaliśmy bodźce, które inspirowały, zmieniały, wymagały reakcji, zaangażowania, współdziałania. Raj na dzieciaków – uczestników i dla trenerów, bo praca na świeżym powietrzu, „ pod chmurką” wspaniale odświeżała nam głowy. Najważniejsze jednak, że w tych okolicznościach nic nie działo się na siłę, niczego nie trzeba było aranżować, ani ustawiać – można powiedzieć, że to był samograj. A co właściwie robiliśmy na zajęciach? Grupa była dość liczna i zróżnicowana, tak ze względu na wiek, jak i tworzące ją osobowości. Pierwszym wyzwaniem było więc dogadać się, co w sytuacji, gdy byliśmy w terenie, w miejscu, gdzie wszystko oddziaływało na zmysły i wyobraźnię, nie było łatwe. Na każdych zajęciach mieliśmy ręce pełne roboty, dosłownie, bo idea zakładała, że wspieramy Anię w gospodarskich obowiązkach i robimy taki Minecraft w realu – pomagając jej budować zagrodę. Dzieciaki karmiły kozy, zbierały jaja, przebierały ziemniaki do sadzenia, sypały owies do worków, sadziły rośliny, pobierały też próbki gleby i robiły ekspertyzę oraz wyrzucały z obory obornik – a jakże! Uczyły się także kosić kosą trawę, rąbać siekierą drwa na opał i rozpalać ognisko. Smażyły też naleśniki, zbierały zioła, robiły świece z wosku, ganiały po łące, a na pierwszych zajęciach przemoczyły nogi w strumyku i całe były utaplane w błocie. No, i momenty były, bo raz trafiły na scenę zalotów pana ogiera (nie mylić z ogrem) i pani klaczy. Dużo było tego, co się wydarzyło, a efekty? Na początku były wolne meteoryty, a na końcu stała się drużyna. Wśród dzieci pojawiło się poczucie sprawczości, chęć do działania, otwartość na innych i świadomość , że nawet w sytuacji teoretycznie mało komfortowej, może być fajnie. Że warto spróbować, przełamać się, wstać z łóżka.
No, poczyniliśmy wiele ważnych obserwacji. Przede wszystkim taką, że dzieci potrzebują świadomego towarzystwa dorosłych, towarzyszenia uczestniczącego – tyle i aż tyle. Pracowaliśmy w nurcie pedagogiki miejsca, która traktuje podwórko jako najlepszą salę lekcyjną czy miejsce doświadczania świata z całym jego bogactwem. Chcieliśmy nawiązać do tradycyjnej więzi z ziemią i wpisać się w cykl przyrody. Zebrane doświadczenia wykorzystamy latem, a potem jesienią, kiedy czeka nas nowa odsłona naszego autorskiego programu TTUS.









